MAM DUŻO PYTAŃ

"Gazeta Polska" 5. 05. 2010 r.
Rozmowa z Małgorzatą Wassermann:
"Rosjanie chcieli, żebym podpisała oświadczenie, że mogą spalić rzeczy ojca. Rosyjska psycholog powiedziała mi, że są to strzępy ubrania pobrudzone krwią, benzyną i błotem i właściwie nic z nich nie zostało. Zgodziłam się. Tymczasem wśród rzeczy ojca, które mi potem oddano, były prawie niezniszczone blankiety biletów LOT, różaniec, harmonogram pobytu w Katyniu, telefon komórkowy, który nie był uszkodzony i działał." Z Małgorzatą Wassermann, córką posła PiS, rozmawia Dorota Kania
WIĘCEJ .: http://www.niezalezna.pl/article/show/id/33779
KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
Okoliczności katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem stają się coraz bardziej niejasne nie tylko ze względu na niewytłumaczalny rozmiar zniszczeń maszyny czy niezrozumiałe obniżenie lotu przez załogę Tu-154, ale i w wyniku kłamstw oraz dezinformacji płynących ze strony rosyjskich i polskich władz.
Długo oczekiwana konferencja prasowa Donalda Tuska, będąca pierwszym publicznym wystąpieniem premiera poświęconym przyczynom tragedii pod Smoleńskiem, jedynie pogłębiła wątpliwości zwolenników „spiskowej” teorii katastrofy. Tusk nie tylko nie podał żadnych nowych informacji (oprócz wiadomości, że szefem polskiej komisji ds. katastrofy, w miejsce krytykującego rząd Edmunda Klicha, zostanie Jerzy Miller, minister spraw wewnętrznych), ale swoim uchylaniem się od odpowiedzi, a także jawnymi przekłamaniami, zaciemnił obraz sytuacji. O poziomie konferencji najlepiej świadczy fakt, że premier – przez pół godziny mówiący o swoim ogromnym zaangażowaniu w wyjaśnienie sprawy – zapomniał, kto stoi na czele rosyjskiej komisji badającej katastrofę. Dopiero Paweł Graś podpowiedział mu, że owa ważna dla dochodzenia osoba (często zresztą cytowana w polskich mediach) to Tatiana Anodina.
WIĘCEJ .: http://www.niezalezna.pl/article/show/id/33764
Pamięć o Waszych czynach poniesiemy w przyszłość
Wiadomość o tragicznej śmierci Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki Pani Marii Kaczyńskiej przyjęliśmy z wielkim bólem. Naród Polski stracił Wielkiego Patriotę i polityka wielkiej prawości, odwagi, roztropności i kultury osobistej.
Sprawowanie przez prof. Lecha Kaczyńskiego urzędu prezydenta państwa polskiego nacechowane było dbałością o dobro Polski zarówno w aspekcie spraw wewnętrznych, jak i międzynarodowych. Łączymy się w bólu z rodzinami wszystkich tragicznie zmarłych członków polskiej delegacji w katastrofie samolotu pod Smoleńskiem. Oddali życie dla utrwalenia prawdy historycznej o wydarzeniach w Katyniu w 1940 r. w imieniu Narodu Polskiego. Niech dobry Bóg wesprze osierocone rodziny i opłakujących ofiary tragedii.
Ryszard Pasek,
przewodniczący Stowarzyszenia Osób
Represjonowanych w Stanie Wojennym,
Koło w Świdniku
Lecieli złożyć hołd
Znów serca Polaków przeszył ogromny ból. W pobliżu grobów naszych Rodaków, którzy strzałami w tył głowy zostali zamordowani w 1940 r. na nieludzkiej ziemi tylko dlatego, że byli Polakami, w 70 lat po tej niewyobrażalnej dla nas, Polaków, tragedii mamy następny Katyń. Nad grobami zamordowanych giną najlepsi synowie i córki naszego Narodu. Ich śmierć powiększa przerażającą statystykę Golgoty Wschodu. Polecieli 10 kwietnia 2010 roku, by z potrzeby serca na miejscu zbrodni oddać hołd pomordowanym i zanieść modły do Stwórcy, aby otoczył ich opieką i ukoił rany, aby ta nieludzka ziemia, w której spoczywają, stała się dla nich lżejsza. Polonia chicagowska straciła wspaniałego Polaka, Pana Wojciecha Seweryna, który czcząc pamięć swego ojca, doprowadził do powstania Pomnika Katyńskiego. W drodze do Katynia dopełnił tragedii rodzinnej i zginął w katastrofie samolotu 10 kwietnia 2010 roku. Łączymy się w bólu i modlitwie ze wszystkimi Polakami, gdziekolwiek zamieszkują i gdzie bije serce polskie, abyśmy w obliczu nowych wyborów zaczerpnęli z tej tragedii naukę i wybrali godnych następców po tych, którzy odeszli.
Ruch Odbudowy Polski w Chicago
Panu Prezydentowi
Rzeczypospolitej Polskiej
Lechowi Kaczyńskiemu
wraz z Małżonką
oraz przedstawicielom państwa polskiego,
którzy udali się na uroczystości katyńskie
i oddali swe życie w katastrofie lotniczej
PO zaprosiła Giertycha do trójkąta
Ten artykuł, napisany przed katastrofą prezydenckiego samolotu, nabiera dzisiaj specjalnej aktualności. Czy w niedzielę Giertych i Palikot będą mieli odwagę przyjść na pogrzeb Prezydenta i spojrzeć w oczy Jarosławowi Kaczyńskiemu?
7 kwietnia Roman Giertych zeznawał przed komisją ds. nacisków zarzucając Jarosławowi Kaczyńskiemu, że ten mówił mu o informacjach z archiwów MO dotyczących Donalda Tuska a także o możliwości zatrzymania żony Grzegorza Schetyny oraz działaniach prokuratury wobec matki Sławomira Nowaka. Nie potrafił udokumentować swoich tez. Jednak mało kto zwrócił uwagę na inne słowa byłego wicepremiera. - Mogliśmy mieć Polskę, jak z Chaveza - z poparciem tłumów, może nawet z poparciem większości. Tacy ludzie, jak Pinochet, Franco mieli słuszne intencje, ale w końcu zaczęli działać przeciwko swojemu państwu - mówił Giertych. I tu jest ukryte drugie dno nowego, POdrasowanego ex-narodowca.
Gowin, Palikot i Giertych, to trójkącik katolicko-liberalno-narodowy Platformy Obywatelskiej, która znalazła sznyt na zdezorientowany elektorat. Katolickim wyborcom, którym obrzydzono PiS przedstawiany jako symbol "obciachu" zaprezentowano Gowina. Co prawda poseł z Krakowa poza walką o in-vitro, z której jeszcze nic konkretnego nie wyszło nie wiele ma do powiedzenia w Platformie, ale łudzi wizerunkiem partii, w której istnieje miejsce na wartości chrześcijańskie. Tych, których odstrasza prawicowy wizerunek Platformy urzec ma skandalista i liberał Palikot wymachujący sztucznym penisem i znany z chamskich ataków na Lecha Kaczyńskiego. Tymczasem partia Tuska wpadła na pomysł uczłowieczenia Giertycha, wybaczenia mu jego dotychczasowych nacjonalistycznych odchyłów i nadzianie na jego haczyk rybkę spod znaku postendecji. Oczywiście główny nurt PO zawsze będzie dystansował się od całej trójki, ale przez ten zabieg szanse na poszerzenie elektoratu PO zapewne wzrosną. Politolodzy przestrzegają zaś przed nakładaniem na siebie wykluczających się poglądowo wyborców, ale trudno mówić o ukształtowanych poglądach (jakichkolwiek) wyborców Platformy, za to kilka procent wyborców złowionych na Gowina, Palikota i Giertycha zawsze może się przydać.
I tak wyciągnięty "z wora" Roman Giertych ułożył się z PO walcząc o TVP, a obecnie obrzuca błotem Jarosława Kaczyńskiego. Coraz wyraźniej mecenas Giertych dystansuje się również od swoich endeckich korzeni. Zaczął od wywiadu dla "Gazety Wyborczej", w którym o Romanie Dmowskim powiedział: "Ja oczywiście nigdy nie przyjąłbym do Ligi Polskich Rodzin polityka z tak otwarcie antysemickimi poglądami”. Zawoalowany komplemencik padł pod adresem samego Michnika. Giertych powiedział: "Są dwie książki dotyczące problemu polityka a Kościół, bardzo odmienne, ale zarazem bardzo do siebie podobne. Obie napisane z wielką pasją. Przeczytałem je z ogromną uwagą. Z obiema głęboko się nie zgadzam. To “Kościół, lewica, dialog” Adama Michnika z 1977 r. i “Kościół, naród, państwo” Romana Dmowskiego z 1927." Inny cymes Pana Romana: "Dmowski nie lubił Żydów, zresztą w odróżnieniu ode mnie, bo ja Żydów lubię." Itd itp. Obecnie Giertych postanowił kontynuować wymazywanie ze swojego życiorysu endeckich rysów i z łatwością krytykuje antykomunistycznych generałów Pinocheta i Franco. Ale czy to wystarczy by załapać się do składu satelitów PO Gowina i Palikota? Być może. Czas pokaże co dla Giertycha szykuje w zamian Platforma, bo zapewne show byłego wicepremiera ma na celu powrót do wielkiej polityki.
Robert Wit Wyrostkiewicz
Artykuł opublikowany został w najnowszym numerze tygodnika "Nasza Polska" z 13 kwietnia Nr 14 (753).
Jako młoda osoba przeżywam tę tragedię
O godzinie 9.32 dostałam SMS-a... Myślałam, że to głupi żart... Szok! Naród Polski stanął w obliczu wielkiej tragedii. Zadajmy sobie pytanie: co oznacza samo słowo "tragedia"? Polska - kraj podzielony na wiele głosów w jednym państwie... Czy w sytuacji, do której doszło 10 kwietnia 2010 r., nie ma podziałów? Niektórzy pytają na ulicy: gdzie był Bóg w tym dniu? A gdzie byliście wy, gdy kilka dni przed tragedią wiele mediów w Polsce opluwało pana Kaczyńskiego i szykanowało go? Mam skołatane myśli, nie wierzę w to, co się stało... Nagle informacja - 96 osób nie żyje! Prezydent z żoną zginęli tragicznie! Nagle w Polsce powstaje pytanie: jak do tego doszło? Przecież ten samolot dopiero co przechodził remont. Pozostawiając te pytania Bogu, Stwórcy Najwyższemu, chcę skupić się nad zachowaniem rządu polskiego. Płaczą, wyrażają smutek, żal - w blasku fleszy i przed kamerami, a jeszcze do niedawna przeciwstawiali się polityce pana prezydenta. A co jest poza tymi kamerami? 11 kwietnia, Niedziela Miłosierdzia Bożego, godzina 10.30, kościół w Gorzowie Wielkopolskim - ksiądz Andrzej, nawiązując do tragedii, nawołuje, aby Polska w obliczu tego wydarzenia stała się krajem bez podziałów. Jednocześnie zadaje pytanie: czy historia musiała zatoczyć koło? Jako młoda osoba przeżywam tę tragedię bardzo głęboko w swoim sercu, w swojej duszy. Krzyczę do Was, Polacy: obudźcie się! Straciliście duże grono inteligencji polskiej! Dlaczego tyle osób leciało w jednym samolocie? Czy tak doświadczeni piloci mogli popełnić błąd? Narodzie, apeluję o modlitwę na kolejne lata dla naszego kraju. Ta strata jest wielkim ciosem dla nas. Zginął człowiek, który tyle lat walczył o dobro, wolność i idee państwa. Powierzajmy nasz Naród opiece Matki Bożej. Walczmy o lepszy czas, bo w obliczu tej tragedii stanął on dla mnie w miejscu. Złóżmy hołd kilkudniowym milczeniem.
Magdalena

Obce media przeciw wszystkiemu, co polskie

Powszechnie i słusznie utarło się mówić, że w demokracji media są czwartą władzą, po władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej. Od lat wprowadzam do publicznego obiegu twierdzenie, że media są władzą pierwszą, dziś najważniejszą. Mamy taką wiedzę o życiu społecznym, gospodarczym, politycznym, jaką zechcą przekazać nam media.
Zważywszy na systematycznie marginalizowaną rolę mediów publicznych, wraz z dojściem do władzy obecnej ekipy rządowej państwo polskie znajduje się pod silnym wpływem oddziaływania prywatnych mediów - polskich i zagranicznych, które kształtują wiedzę i opinię społeczeństwa o kraju i świecie.
Media - pierwsza władza
Stanowią one pierwszą władzę z czterech głównych powodów. Po pierwsze, media bezpośrednio i pośrednio wpływają na ocenę trzech pozostałych ośrodków władzy państwowej, które same, bez udziału mediów, nie mogą się komunikować ze społeczeństwem. Po drugie, media w stosunku do pozostałych centralnych struktur władzy pełnią społeczną funkcję kontrolną, same nie będąc kontrolowane, a konstytucyjna, kontrolna rola Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji jest w tym zakresie ograniczona do symbolicznego minimum. Po trzecie, media w strukturze gospodarki dzięki milionowym przychodom z reklam zagwarantowały sobie mocną, niezależną ekonomicznie pozycję. Po czwarte zaś, w odróżnieniu od trzech pozostałych władz właściciele mediów i ich pracownicy nie są wybierani do sprawowania swoich stricte publicznych funkcji w sposób demokratyczny i nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za efekty swojej pracy poza ogólną odpowiedzialnością wynikającą z powszechnych zasad funkcjonowania prawa karnego czy cywilnego.
Sondaże, rankingi
Z wielu potwierdzonych badań socjologicznych i socjometrycznych wynika, że największy wpływ na opinię publiczną mają telewizje, następnie prasa i radio; coraz większe znaczenie odgrywa już internet. Można zatem z całą pewnością stwierdzić, że taką mamy wiedzę o życiu politycznym, gospodarczym i społecznym, jaką zechcą przekazać nam media. Co gorsza, wiedza ta od lat przyjmowana jest przez odbiorców mediów z dużą dozą zaufania, niekiedy niemal bezkrytycznie, a ludzie tworzący media systematycznie zajmują czołowe miejsca w rankingach osób najbardziej wpływowych i opiniotwórczych w państwie. Potwierdzeniem tego są także sondaże opinii publicznej, w których dziennikarze, publicyści i tzw. animatorzy życia społecznego zajmują wysokie pozycje w rankingach "autorytetów".
Na wciąż rosnące znaczenie "ludzi mediów" w państwie mają wpływ przede wszystkim politycy i urzędnicy, przekonani, że ocena ich działalności zawodowej jest ściśle związana z oceną wynikającą z medialnej prezentacji, oraz ci wszyscy, którzy są zainteresowani utrzymywaniem dobrych relacji z mediami ze względu na możliwość systematycznego publicznego pojawiania się w nich.
Rodowody, korzenie
Niniejszy wstęp należy jeszcze uzupełnić ogólną informacją o tym, kim są w przeważającej mierze "ludzie mediów" w Polsce oraz z jakich wywodzą się środowisk. Dominującym motywem wykonywania zawodu publicysty czy dziennikarza okazuje się kształtowanie własnej kariery, co byłoby nawet wskazane, gdyby jednak ten osobisty sukces nie przesłaniał wykonywania zawodu w rozumieniu służby publicznej. Z faktu tego wynika powielany od dziesięcioleci przez przedstawicieli tego zawodu koniunkturalizm i oportunizm. Jest on o tyle łatwy w realizacji, że środowisko, z jakiego wywodzi się dziś większość czołowych ludzi mediów, ma swoje rodzinne korzenie w głębokim PRL, a nawet w czasach, gdy komunizm jako działalność wroga wobec niepodległości II RP był zakazany.
Z ich udziałem od lat trwa misterna budowa legendy III RP, w której spotykają się w pełnej harmonii środowiska postkomunistyczne z tzw. opozycyjnymi, często również o komunistycznym rodowodzie zawieszonym w jakimś momencie na czas reformowania starego peerelowskiego systemu. Środowiska te, podążając jak zawsze za "postępem", budują dziś nowy system, w którym dominować ma państwo liberalne w gospodarce i lewicowe w sferze ideologii, światopoglądu i świadomości.
Wśród ugrupowań wywodzących się z opozycji antykomunistycznej ugrupowania patriotyczne, narodowe, katolickie były marginalizowane, a niekiedy wręcz prowokacyjnie zwalczane. Miały one niewielkie szanse na rozwój. Wystarczy podać, ile jest dziś tytułów pism o profilu patriotyczno-narodowym w porównaniu z pismami o innym charakterze, aby przekonać się, że są one w absolutnej mniejszości. Nakłady prasy katolickiej z kolei nadal są mniejsze niż przed II wojną światową.
Jednym z podobieństw pierwszej władzy (media) do trzech pozostałych - tradycyjnych (rząd i prezydent, parlament, sądy) jest dążenie do wzmocnienia władzy. Media dążą do władzy, ale rozumianej jako władza nad opinią publiczną, którą nieustannie badają pod kątem zagrożeń dla swoich ekonomicznych i politycznych zysków.
Ten ogólnie zarysowany obraz współczesnych polskich mediów dowodzi, że socjalistyczna utopia, jaka dotknęła Naród Polski po 1945 roku, znajduje swoją kontynuację w postaci ponownie narzuconej nam lewicowej wizji państwa, ubranej dziś w niby-wolnościowy, liberalny garnitur. Jest to stara-nowa wersja internacjonalistycznego systemu charakteryzująca się głęboką niechęcią do Narodu jako emanacji państwa polskiego, Narodu, który swoją siłę czerpie z patriotycznej, narodowej tradycji i z wiary w Jezusa Chrystusa, założyciela Kościoła.
To dlatego obraz rzeczywistości prezentowany przez obce nam duchem media tak dalece rozmija się z naszymi oczekiwaniami.
Nieznany Prezydent
Wbrew temu, co przez wszystkie lata prezydentury Lecha Kaczyńskiego mówiły media, był on prezydentem, jeśli nie wszystkich, to z pewnością przeważającej większości Polaków. Otwarcie deklarował swój patriotyzm, przywiązanie do tradycji i do katolickiej wiary, akceptując wyjątkowe miejsce, jakie zajmuje w Polsce Kościół katolicki. Do tego trzeba dodać jego zdecydowany antykomunizm. W tym sensie był człowiekiem prawicy i przez to był bliski większości obywateli. Lech Kaczyński stał się wrogiem dla postkomunistów, którzy w okresie tzw. transformacji ustrojowej stali się najlepiej umocowaną dziś klasą polityczną, społeczną i gospodarczą. To w ich rękach znalazły się media, to im z pełnym poświęceniem służą funkcjonariusze dziennikarscy, którzy wyrośli na podobnej lewicowej glebie.
Największy niepokój budziła jednak jego, jak to nazywano, "rosyjska fobia". Lech Kaczyński problem Rosji widział jednak w szerszym kontekście (NATO, UE), ale nie tylko. Dlatego tak usilnie zabiegał o wspólną politykę państw Europy Środkowej i Wschodniej oraz tych krajów, które leżały jeszcze dalej na południowy wschód Europy, a przed wiekami nie były Polsce ani obce, ani odległe.
Koncepcja polityki zagranicznej Lecha Kaczyńskiego, bliska tej formułowanej przez Józefa Piłsudskiego, potwierdza, że decyzje, które podejmował, były autonomiczne, niedyktowane z zewnątrz. To nie mogło się podobać żadnemu z politycznych lobby dobrze ulokowanych w Polsce i w mediach.
Chwilowa metamorfoza
Mechanizmowi ciągłego podtrzymywania popularności należy przypisać metamorfozę, jaką przeszły niektóre media po tragedii, która rozegrała się nieopodal Katynia pamiętnego 10 kwietnia 2010 roku. Nie mogąc rozminąć się z powszechną atmosferą głębokiego żalu, a wręcz rozpaczy Polaków po stracie Prezydenta i jego Małżonki oraz bardzo wielu szlachetnych, patriotycznie wychowanych Polaków zabranych w ostatnią podróż do Katynia, dziennikarze większości mediów zaczęli się bić w piersi. Żalom za ataki na urząd prezydenta towarzyszył fałszywie brzmiący ton płaczliwego roztkliwiania się nad ogromną stratą dla Narodu. Ile w tym było autentycznego bólu, a ile PR, czyli reklamowo-propagandowego grania pod publiczkę, łatwo się domyślać.
Ten chwilowy medialny spektakl samobiczowania się dobiega końca. Kończy się "atmosfera miłości, pojednania" i "bycia razem". Nienawiść do braci Kaczyńskich i ten niezmienny identyfikator lewicy, jakim jest antykatolickie zacietrzewienie, objawił się w miniony wtorek w Krakowie pod siedzibą arcybiskupów krakowskich przy ul. Franciszkańskiej 3, a dokładnie pod "oknem papieskim". Media podają, że organizatorką demonstracji wymierzonej przeciwko pochowaniu Pary Prezydenckiej na Wawelu jest europosłanka z ramienia Platformy Obywatelskiej Róża Thun. Z pomocą przyszła jej, jak zwykle w takich sytuacjach, "Gazeta Wyborcza" swoim listem-protestem zatytułowanym "Pochopna decyzja", a podpisanym przez cały zespół redakcyjny.
Ze zgrozą można było zobaczyć w TVN - który swój środowy serwis informacyjny rozpoczął właśnie od tej wiadomości - jak Władysław Bartoszewski protestuje przeciwko autonomicznej decyzji ks. kard. Stanisława Dziwisza, który zgodził się na pochówek Pary Prezydenckiej na Wawelu. Oto co znaczy "być przyzwoitym".
Porażające reakcje
Równie porażająca była reakcja Andrzeja Wajdy, który już dwa lata temu publicznie, zupełnie bez podstaw, oskarżał Lecha Kaczyńskiego o polityczne wykorzystywanie tragedii katyńskiej, a dziś zaapelował do Kościoła o wycofanie się z decyzji o pochowaniu Prezydenta RP i jego Małżonki w krypcie na Wawelu "ze względu na podziały w społeczeństwie", które ona wywoła. Stwierdzam, że obaj panowie już te podziały wywołali i zachęcili do ich eskalowania. Są odpowiedzialni za wzniecenie społecznego konfliktu w trakcie narodowej żałoby. I tego Naród im nie zapomni.
Do umysłów pełnych wrogości do braci Kaczyńskich nie dociera fakt, że Prezydent Polski zginął tragicznie w służbie Ojczyzny, na jednym z największych narodowych cmentarzy - Golgocie Wschodu, w pobliżu Katynia. W miejscu bezprecedensowego ludobójstwa do dziś niewyjaśnionego i nierozliczonego. Zaślepienie wywołał "Wawel dla Kaczyńskiego". Słusznie wyraził swoje oburzenie ks. abp Józef Michalik, pytając pełnym dramatyzmu głosem: "Komu to służy? Czy to służy dobremu imieniu Polski"? Ale ta wypowiedź nie ukazała się w TVN, tylko w Wiadomościach TVP. To sprofanowanie żałoby narodowej wymaga najwyższego potępienia, ale nie miejmy złudzeń - nie pojawi się ono w medialnych centrach władzy. Musimy przygotować się na jeszcze trudniejsze czasy. Medialne zapowiedzi odnowy narodowej, powszechnej zgody w obliczu tragedii, można już włożyć między bajki.
Wśród wielkich Polaków
W 1995 r., gdy Lech Kaczyński startował po raz pierwszy w wyborach prezydenckich, zapytałem go o trzy najwybitniejsze postacie z historii i kultury polskiej. Wymienił cztery: Romualda Traugutta, Józefa Piłsudskiego, ks. bp. Zbigniewa Oleśnickiego i Jana III Sobieskiego. Poza Trauguttem trzej pozostali spoczywają na Wawelu. Wszyscy oni mieli wizję Polski wolnej i niezależnej, wielkiej i dumnej.
Lech Kaczyński spocznie na Wawelu wśród grobów i nagrobków królów: Kazimierza Wielkiego, Jana III Sobieskiego, Stefana Batorego, Kazimierza Jagiellończyka; męczenników za wiarę, jak św. Stanisław; poetów - Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego; obrońców Ojczyzny - Tadeusza Kościuszki, twórcy niepodległego państwa Józefa Piłsudskiego i Władysława Sikorskiego, jak on tragicznie zabitego w wypadku samolotowym, którego okoliczności do dziś pozostały niewyjaśnione.
Spoczynek Lecha Kaczyńskiego w krypcie na Wawelu utrwali na lata dokonania, plany, marzenia, ale również trudną historię zrzucania przez Polskę postkomunistycznego zniewolenia, spadku po 45 latach sowieckiej dominacji w Polsce. Tak zafascynowany historią własnego kraju Lech Kaczyński staje się jej trwałą, ważną częścią. Udało mu się przywrócić naszą wiarę w patriotyzm, w poczucie dumy z faktu bycia Polakiem. Wbrew tym, którzy wolą Polskę słabą i skłóconą, łatwiejszą w rządzeniu.
Doskonale to rozumieją Polacy tak pięknie manifestujący swój ból po stracie Marii i Lecha Kaczyńskich i pozostałych Rodaków zabitych w katastrofie samolotowej. Tworzy się nowy polski mit, z którym zafałszowane media muszą przegrać.
Wojciech Reszczyński
Hołd pamięci Pana Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego

Hołd pamięci Pana Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej
Lecha Kaczyńskiego
i wszystkich ofiar katastrofy pod Smoleńskiem dnia 10 kwietnia 2010 roku.
Katyń - miejsce kaźni, a zarazem święty ołtarz Ojczyzny i stos ofiarny Polaków prześladowanych za swą wierność Matce Polsce. Spoczęliście tam razem, gdzie się wieczny ogień żarzy i tak złączył się pochód żywych i umarłych, aby umocnić więź niezłomną między Rodakami. Trzeba było tej śmierci, Panie Prezydencie, aby otworzyć światu oczy bielmem obojętności zaćmione i zedrzeć zasłonę kłamstwa z tego, co jest nieśmiertelne. Męczennicy Katynia, symbolizujący ofiarę całego Narodu, zbyt długo wołali o prawdę na głuchym i niemym świecie i w Ojczyźnie naszej. Słyszałeś Ich krzyk dobitnie, Panie Prezydencie. Szum Lasu Katyńskiego do snu Cię nie koił przez całe Twe życie. Słyszeli go także Ci, którzy z Tobą byli w jednym samolocie. Polecieliście, by zaświadczyć, że sprawiedliwości stać się musi zadość, że tylko prawda może nas wyzwolić, a miłość Ojczyzny jest jak mleko matki karmiącej swe dzieci. Uznał Was Pan za godnych tak wielkiej ofiary i wybrał sobie tak wybitne grono, aby pamięć nie umarła, a razem z nią miłość, sprawiedliwość i prawda, co ostoją są pokoju. Potrzebna była ta śmierć, Panie Prezydencie, aby Twój Naród mógł Cię poznać, jakim byłeś naprawdę, abyś raz jeszcze przypomniał Mu wszystkich poniżonych i zapomnianych, co godnie walczyli za Polskę. Pan Bóg Ciebie wybrał i bardzo wyróżnił, a nie innych, choć byłeś zelżony i wyszydzony przez własnych Rodaków. Wy wszyscy, Czcigodni Goście prezydenckiego samolotu, przejęliście godnie sztafetę wielkiego dziedzictwa patriotyzmu Polaków od najlepszych synów Ojczyzny i przekazaliście ją nam, żyjącym, aby ten ogień życia i miłości nigdy nie zagasnął. Niech Wasza czysta ofiara życia i dobry Bóg sprawią, aby pękły okowy kłamstwa, aby pojednały się Narody polski i rosyjski, aby polityka polska stała się wzajemną troską o dobro wspólne, a nie polem korupcji i zelżywości. Niech wyjednane przez Was dary ducha przyniosą nam upragniony pokój.
Cześć Waszej pamięci, spoczywajcie w pokoju.
Z wyrazami czci i szacunku założyciele i działacze krakowskiej "Solidarności":
Ks. Władysław Palmowski, kapelan Nowohuckiej "Solidarności", Barbara Bubula, Mieczysław Gil, Edward Kuliga, Halina Kutyba, Maciej Mach, Ryszard Majdzik, Stanisław Malara, Piotr Marzec, Jan Żurek
Znak dla Polaków
Dopiero tragedia Polaków niedaleko Lasu Katyńskiego, w której ginie Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej wraz z Małżonką, zdjęła maskę obłudy i dwulicowości dużej części dziennikarzy. Potrzebna była jego śmierć, aby z ust, które go opluwały, wyszydzały, ośmieszały, popłynęła prawda. Okazało się, że był człowiekiem bardzo inteligentnym, dobrym Prezydentem Polski. Tylu komplementów i prawdy w nich zawartej Profesor Lech Kaczyński nie usłyszał nigdy za życia. Ci sami dziennikarze, z których ust sączył się miód, gdy Prezydent był w trumnie, a jego dusza - wierzę w to - u Boga, otóż ci sami dziennikarze, politycy, którzy jeszcze tydzień, miesiąc temu traktowali go jako zupełnie przypadkową postać, pochylili swoje czoła nad jego dorobkiem. Od soboty dowiaduję się, kim naprawdę był Profesor Lech Kaczyński. W dzień i w nocy przed Pałacem Prezydenckim, a także na pl. Piłsudskiego, w kościołach gromadziły się dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy ludzi - przeważnie młodych - z kwiatami i zniczami. Droga z Okęcia do Pałacu Prezydenckiego to niepoliczalny tłum zapłakanych Polaków rzucających kwiaty pod samochód pogrzebowy. I wielki odzew świata. Trzydniowa żałoba w Brazylii, żałoba w całej Unii Europejskiej, Real Madryt i Barcelona przed meczem czczą minutą ciszy śmierć wielkiego Polaka. Z ust mężów stanu płyną kondolencje i wyrazy współczucia. Czy zrozumiemy, że Pan Bóg dał nam znak i ogromne ostrzeżenie - nam jako Narodowi? Dał również znak Europie i światu.
Marek Zep, Warszawa
Naród odpowiada zniczami

Przed trumnami Pary Prezydenckiej już kolejny dzień i noc przechodzą rzesze Polaków. Są wśród nich ludzie w różnym wieku: młodzi, starzy, często małżeństwa z dziećmi na ręku, którzy cierpliwie, w ciszy i skupieniu, godzinami oczekują, by choć na chwilę wejść do Pałacu Prezydenckiego i złożyć hołd przywódcy państwa polskiego. Mimo wysiłku i nawet 15 godzin oczekiwania czynią to z wdzięczności i szacunku.
Poseł PiS Stanisław Ożóg wspomina, że Lecha Kaczyńskiego poznał, kiedy był on jeszcze ministrem sprawiedliwości. Spotykał się z nim również jako prezydentem Warszawy, a przez ostatnie lata w Pałacu Prezydenckim. Jak podkreśla, miał zawsze szacunek dla dokonań Lecha Kaczyńskiego w czasie pełnionych przez niego funkcji ministra, prezydenta Warszawy i szefa państwa RP. - Był prezydentem wszystkich Polaków, ale nie wszyscy go doceniali za życia. Bolała mnie niesprawiedliwa i nieuprawniona nagonka niektórych mediów, które nieodpowiedzialnymi słowami różnych osób ze świata polityki kreowały nieprawdziwy wizerunek tego dobrego i prawego człowieka. Dzisiaj te media i ci politycy mówią inaczej, ale czy trzeba było aż takiego dramatu, czy trzeba było wypowiedzi największych przywódców świata, by zobaczyć dokonania prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego takimi, jakie one faktycznie były? - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Stanisław Ożóg. W jego odczuciu pokłon dla głowy państwa to obowiązek wszystkich Polaków. - Stając nad trumną, chcemy złożyć jeszcze raz hołd, oddać cześć wielkiemu człowiekowi, który był prawdziwym symbolem wolnej Polski; człowiekowi, który żył i umarł, służąc Ojczyźnie - powiedział Stanisław Ożóg, który wraz z innymi parlamentarzystami i mieszkańcami Podkarpacia udał się do Warszawy. Warty przy trumnach Pary Prezydenckiej zaciągnęli też działacze NSZZ "Solidarność" z poszczególnych regionów. Jednym z nich jest Wojciech Buczak, przewodniczący Zarządu Regionu Rzeszowskiego NSZZ "Solidarność". Jak twierdzi, przybył wraz z innymi w to miejsce, by złożyć hołd prezydentowi za szczególne dokonania dla Polski. - Dziękujemy za tyle dobra, które prezydent uczynił dla Polski i dla "Solidarności" - mówi. Wspomina pierwsze spotkanie, jakie po wyborze w 2005 roku Lech Kaczyński zorganizował w Pałacu Prezydenckim dla Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność", podczas którego obiecał, że będzie bronił interesów robotników, i słowa dotrzymał. - Kiedy obserwowaliśmy te obrzydliwe, kłamliwe opinie na jego temat, to przyznam, że niejednokrotnie traciliśmy nadzieję, czy jest coś, co obudzi społeczeństwo i spowoduje, że ludzie nieprzyjaźni Lechowi Kaczyńskiemu zaczną mówić prawdę. Widać konieczna była śmierć, by tak się stało - zwierza się przewodniczący Wojciech Buczak. Podkreśla, że kiedy pełnił wartę przy trumnach Pary Prezydenckiej, wśród przechodzących w milczeniu ludzi dostrzegł grupkę niewidomych dzieci z Lasek. - Byłem zbudowany, jak one uklękły i w jakim skupieniu się modliły, składając hołd Lechowi i Marii Kaczyńskim - dodaje Buczak.
Lublin przeprasza za Palikota

Mieszkańcy Lublina postanowili uczcić pamięć ofiar tragicznej katastrofy pod Smoleńskiem, stojąc w milczeniu przed kamienicą Janusza Palikota na lubelskiej starówce z transparentem przepraszającym za prostactwo i chamstwo posła.
Manifestanci, osoby w różnym wieku, rozwinęli pod oknami szefa lubelskiej Platformy Obywatelskiej dwa transparenty o treści: "Lublin przeprasza za Palikota" i "Panie pośle, złóż mandat".
- Mogliśmy zmobilizować znacznie większą grupę, ale nie chcieliśmy organizować wielkiej demonstracji, bo nie pora po temu - powiedziała "Naszemu Dziennikowi" Magdalena Kamińska, jedna z uczestniczek manifestacji. - Chcemy tylko w ciszy i zadumie chwilę postać i uczcić pamięć ofiar tragicznej katastrofy pod Smoleńskiem, a jednocześnie chcemy, aby pan poseł dowiedział się, co o nim myślimy. Uważamy, że taka jest po prostu potrzeba chwili - dodała.
Jak zapewniali uczestnicy manifestacji przed domem Palikota, decyzja o niej zapadła spontanicznie dzień wcześniej, a ludzie umówili się przez telefon. Nie stanowią zorganizowanej grupy i nie są przedstawicielami jakiejś jednej opcji politycznej.
- My jesteśmy mieszkańcami Lublina i nie chcemy, żeby poseł Palikot dłużej nas reprezentował - wyjaśniał treść transparentów jeden z protestujących mężczyzn. - Nam jest po prostu wstyd - podkreślił.
- Uważam, że ludzie, stojąc długie godziny przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie, składają hołd tragicznie zmarłej parze prezydenckiej, ale również protestują przeciwko temu, że tak wielu wspaniałych ludzi było opluwanych i niszczonych za swoją propolską i propaństwową postawę - powiedziała nam inna uczestniczka protestu. - My tu, w Lublinie, stojąc w milczeniu przed domem Janusza Palikota, chcemy przyłączyć się do tej warszawskiej manifestacji - dodała.